W raporcie dotyczącym trudności w cyfrowym przechowywaniu danych, Biblioteka Kongresu wylicza różnorakie przeszkody jakie stawia przed nią amerykańskie prawo autorskie. Wychodzi na to, że Biblioteka również nie lubi zbytnio kłopotów związanych z DRM.
"Cyfrowe przechowywanie danych" brzmi dość prosto, po prostu przerzucasz informacje na coraz tańsze i pojemniejsze dyski twarde, w innym miejscu utrzymujesz kilka kopii zapasowych i masz spokój, co nie? Nie tak szybko - mówi Biblioteka i wskazuje kościsty, wciskający się paluch amerykańskiego prawa – i DRM.
Biblioteki podlegają takiemu samemu prawu jak my, poza kilkoma znaczącymi wyjątkami. Na przykład, biblioteki mogą wykonać trzy kopie nieopublikowanych prac z ich zbiorów, a właściciele praw autorskich są zobowiązani zapewnić Bibliotece Kongresu dwie depozytowe kopie wszystkich książek.
Ale prawa autorskie utrudniają również tę ważną pracę, wykonywaną w miejscach takich jak Biblioteka Kongresu, a jej najnowszy raport główny zwraca uwagę na problemy z obecnymi przepisami. Jedną z ważniejszych regulacji prawnych, jest uchylenie od przytoczonego powyżej paragrafu, dla prac opublikowanych a znajdujących się w kolekcji biblioteki – te również mogą być skopiowane trzy razy, jednakże tylko do „zastąpienia prac w zbiorach jeżeli są uszkodzone, podniszczone, zaginione albo skradzione lub w przestarzałym formacie. Innymi słowy, bibliotekarze nie mogą zrobić kopii zapasowej albo zarchiwizować dzieł, które dopiero niszczeją.
W dodatku "przestarzały" nie oznacza tego co ty, albo ja moglibyśmy mieć na myśli - Biblioteka zauważa, że długogrające płyty gramofonowe ciągle nie mogą zostać skopiowane na nośniki cyfrowe, ponieważ ich odtwarzacze nadal są dostępne w sprzedaży, co przeczy ich „przestarzałości”.
Co więcej, limit trzech kopii traci sens w cyfrowym świecie. Zrobienie trzech fotokopii magazynu albo książki, aby zastąpić tę pożartą przez mole jest jasne, proste i oczywiste, ale jak zastosować się do prawa, gdy zwykłe dostarczenie plików naukowcom, tworzy host serwera i przechowuje w pamięci podręcznej kopie, które przekraczają limit?
A co biblioteki mają zrobić z ogromną ilością materiału, który powstał w formie cyfrowej? W odróżnieniu od wydawnictw drukowanych, blogerzy i osoby publikujące w internecie działają bez jakichkolwiek obowiązkowych depozytów, więc Biblioteka została przytłoczona wizją próby zarchiwizowania sieci (choć projekt Ujęcia Sieci przechwytuje niektóre informacje użyteczne w zbiorach czy wystawach).
System ochrony technologicznej, znany lepiej jako „DRM”, także stanowi problem dzięki Digital Millenium Copyright Act (DMCA). To "sławne" prawo zakazuje obchodzenia DRM i nie przewiduje wyjątków dla bibliotek i archiwów, które chcą jedynie chronić materiały cyfrowe. Co trzy lata Biblioteka Kongresu zmuszony jest do zdobycia zwolnienia od tej reguły, ale raport oschle stwierdza, że to nie rozwiązuje problemu.
"Pomimo to, że Bibliotekarz jest upoważniony do kreowania dodatkowych zwolnień, nie ma on wpływu na zakaz handlu podstępnym oprogramowaniem” – mówi raport. Czyli, nawet jeśli obchodzenie przepisów stanie się legalne dla bibliotek, "środki odnoszenia korzyści związanych z tymi wyjątkami mogą nie być dostępne".
Dwustustronnicowy raport jest nadzwyczaj skrupulatny i zawiera analizy z innych krajów o problemach z cyfrowym przechowywaniem danych, jakie przed bibliotekami stawia tamtejsze prawo autorskie. Oczywiście, zawarte są również sugestie - w większości te same, które zostały przedstawione kilka miesięcy temu przez inną grupę badawczą - jednak nie słyszymy nadal, by prace nad typ typem ustawy ruszyły w Kapitolu. Naturalnie, nic w tej sprawie nie zostanie zrobione w tym roku.





